RSS
 

Notki z tagiem ‘beza’

o tym co udane, a co nie.

30 lis

Tak jak wczoraj obiecałam tak zrobiłam. ” Pływające wyspy ” w moim wykonaniu.
Przepis wydał mi się może nie łatwy, a zachęcający! Składniki :

  • mleko
  • jajka
  • wanilia- ja nie miałam więc zmodyfikowałam przepis i dodałam kilka kropli aromatu śmietankowego
  • cukier

 

Pierwsza myśl ” Tak mało składników oznacza, że będzie łatwe”. Jak ja się myliłam !!!
Pierwsze kłopoty pojawiły się w momencie gdy chciałam zmniejszyć ilość składników. W przepisie którym się posługiwałam składników było na od 4 do 6 porcji. Ja potrzebowałam zaledwie na dwie porcje! Więc podzieliłam wszystko na pół i JUŻ.

Zatem ilość moich składników powinna wyglądać następująco:

  • mleko 375ml
  • cukier 125g
  • 2 jajka

 

Z K. zajmującym się E. u boku rozpoczęłam zmagania z tym deserem.

Tak jak mówił przepis zaczęłam od ubicia „sztywnej” i „lśniącej” piany z 2 białek !
( Prosty sposób na oddzielenie białka od żółtka znajduję się TU! Sposób prosty! Łatwy i sprawdzony przeze mnie.)
Zrobiłam to RĘCZNIE ponieważ E. jakoś źle reaguje ostatnio na takie hałasy jak mikser, odkurzacz, etc. ! Nie trwało to jakoś straszni długo.

Do „średniego” garnka wlałam mleko…i zamarłam!, albo lepiej.. ZWARIOWAŁAM!

W moim średnim garnku znalazło się 375ml mleka i kilka kropli aromatu śmietankowego…nie sądzę by któraś z Was biegła teraz do kuchni wlewać do garnka 375ml mleka czy wody by sprawdzić czemu się tak zdziwiłam więc Wam wyjaśnię!
Patrząc na to ile miałam mleka ( na wysokość 1,5cm – 2 cm garnka! ) i ile miałam piany na „pływające wyspy” byłam niemalże PEWNA, że coś tu nie gra! Jeszcze raz więc wzięłam kalkulator i liczyłam jak w podstawówce: 750ml / 2 = ??… 375ml !!!!!! Nie ma mowy o błędzie, o co więc chodzi? :( postanowiłam wlać więcej mleka..wlałam tyle ile było przeznaczone na porcję dla 4-6 osób czyli 750ml.Teraz uznałam, że będzie..chyba dobrze.
Przejdźmy dalej!
Gdy już miałam sztywną pianę, zaczęłam powoli dosypywać 1/3 cukru. Mleko się zagotowało więc wg. PRZEPISU ( to z niego właśnie korzystałam) mogłam formułować „wyspy”. O tak! Tego bałam się najbardziej!
„Dobra Ania, weź się do roboty! K. patrzy! To facet Twojego życia, a jak to mówią przez żołądek do serca! Zaimponuj mu!”
Powtarzałam to sobie jak mantrę! Wzięłam dwie łyżki ( można łyżeczkami, to zależy jakiej wielkości chcecie mieć „wyspy”) i zaczęłam nakładać pierwszą warstwę piany, drugą łyżką uformowałam…COŚ! Ni to kulkę, ni to „jajko” i położyłam na mleko, potem zrobiłam to samo i jeszcze raz i jeszcze raz i…się zatrzymałam ZNÓW! Zastanawiałam się po  :

  1. GDZIE MAM DALEJ KŁAŚĆ TE „WYSPY” JAK MLEKA JEST TAK..MAŁO?!
  2.  JAK MAM ZA CHWILĘ JESZCZE POODWRACAĆ TE „WYSPY”, KTÓRE JUŻ WŁOŻYŁAM?!
  3.  CZY TO DOBRZE, ŻE W MOIM GARNKU ZROBIŁA SIĘ..PAPKA?!
  4.  JAK SIĘ POZBYĆ Z KUCHNI K., ŻEBY NIE WIDZIAŁ TEGO..?!


Okej Ania, wdech i wydech. Skup się.
„Rób to co pisze w przepisie”. Więc poukładałam tyle wysp ile zmieściło się w moim garnku i gotowałam przez 5 min. ( chociaż przyznaję się bez bicia! tak się zestresowałam, że nie w głowie było mi patrzeć na zegarek zresztą jak zawsze :( ). Po około 2,5 min. z wielkim, WIELKIM trudem udało mi się je obrócić, a użyłam do tego dwóch kolejnych łyżek. PAMIĘTAJMY O TYM, ŻE TE WYSPY SĄ BARDZO KRUCHE I DELIKATNE!
Po upływie 5 min. „wyspy” wyciągnęłam łyżką cedzakową i odłożyłam na talerzyk. Wyglądały jak..szukam porównania..rozdeptany, surowy kalmar!
Ale nie poddałam się. Ułożyłam kolejne „wyspy” z pianki, która mi została i powtórzyłam czynność z gotowaniem i obracaniem na drugą str, a następnie odłożyłam na talerz. Mleko przecedziłam i  zostawiłam by się studziło. Teraz musiałam ubić żółtka z 1/3 cukru do momentu zbielenia! Gdy żółtka już były gotowe, powooooli dolewałam do nich ostudzone mleko i cały czas mieszałam. Następnie krem ten przelałam do garnka i na małym ogniu podgrzewałam dopóki nie zrobiło się gęste i „nie spływał z wypukłej części łyżeczki”
NIE WOLNO KREMU ZAGOTOWAĆ, więc gdy mleko mi zaczynało się podnosić po prostu ściągałam je z palnika!
Teraz już tylko musiałam przelać krem do salaretek i czekać, aż się ostudzi i nałożyć „wyspy”. Ja nie czekałam, aż krem ostygnie całkiem!
Całość udekorowałam pomarańczką, która została mi z wczorajszej próby zrobienia skórki kandyzowanej, o której zaplanowałam inny post dotyczący przygotowań do Świąt!

No i nadszedł ten moment w którym mieliśmy skosztować tego..czegoś.
Było SMACZNE!:) „Wyspy” było bardzo czuć jajkiem i to jedyny minus. Prócz tego było bardzo smaczne i słodkie, a kwaśne pomarańczki rewelacyjnie kontrastowały!
I K. również był zadowolony i nawet wziął dokładkę! :))

Jak widzicie..nie było łatwo!, ale polecam skosztować bo na prawdę smakuje świetnie. Oczywiście zamierzam w najbliższym czasie zrobić ten deser raz jeszcze choćby po to by poprawić swoje błędy. Może wtedy wyjdzie IDEALNE!?:)

Dobrze kochane. Na dziś będę kończyć. Muszę zacząć chodzić wcześniej spać bo chodzę ostatnio wiecznie zmęczona!:)
Pozdrawiam Was serdecznie i mam dla Was propozycję! Dajcie mi znać, że ktoś tu jest!, że ktoś to czyta!:)
Widziałam na innych blogach, że mówicie jakie posty i tematy chcecie by zostały poruszane więc doradźcie mi co chcecie by u Mnie na blogu się znalazło!

Buziaki dla Was !

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii kuchnia